moja mini kolekcja lakierów essie

moja mini kolekcja lakierów essie

Dziś pierwszy post z serii poza szyciowej. Może komuś się przyda, więc zapraszam :)

Zabrzmi to pewnie strasznie, ale paznokcie zaczęłam malować dopiero we wrześniu ubiegłego roku i to pewnie niewiele Wam mówi szokującego, ale musicie wiedzieć, że mam już 38 lat. Ktoś powie lepiej późno niż wcale i będzie miał rację. Przez całe życie nie dbałam o to, ale przed ostatnimi wakacjami postanowiłam to zmienić skacząc od razu na głęboką wodę i fundując sobie pierwsze w życiu hybrydy. Tak, hybrydy u kosmetyczki :)
Spodobał mi się efekt końcowy i na pewien czas wkręciłam się w hybrydy, ale w połowie ciąży zaprzestałam sobie je wykonywać (o nich może kiedyś napiszę w osobnym poście).

Po urodzeniu drugiego synka i otrząśnięciu się z chaosu (ale pozytywnego oczywiście :) jaki pojawił się na nowo w naszym rodzinnym życiu, postanowiłam do malowania paznokci powrócić. Jednak nie wybrałam hybryd, tylko zwykłe lakiery, które można nałożyć i zmyć w bardzo krótkim czasie, co przy niemowlaku karmionym piersią jest dość istotne :)
Szukałam marki która będzie w miarę trwała i kolorów w moim stylu, padło na Essie. Są to lakiery dość drogie, ale ja żadnego z nich nie kupiłam w cenie producenta, wszystkie przez internet, w zakresie cen 11-18 zł. Moja kolekcja to 4 odcienie, pewnie dla wielu mała, dla mnie póki co wystarczająca, choć Essie kusi bogactwem odcieni i szerokim pędzelkiem, który po prostu uwielbiam!
A oto zdjęcia wszystkich lakierów jakie posiadam, a są to: Shearling Darling (jedyny z wąskim pędzelkiem), Fierce no Fear, Haute in the Heat, Happy Wife Happy Life.
W kolejnych postach przedstawię każdy lakier z osobna, bo tak naprawdę każdy to inna historia :)

Miłego malowania!






pumpy mogę...

pumpy mogę...

...szyć z zamkniętymi oczami :)
Jakoś tak wychodzi, że większość kupowanych ostatnio przeze mnie materiałów pochodzi z internetu. Często zamówić trzeba więcej niż pół metra, lub co pół metra co sprawia, że zostaje mi jakaś część resztek, które są na tyle duże, że szkoda wyrzucać, ale na tyle małe, że uszyć można z nich coś jedynie dla malucha. Tak było z dzianinami wykorzystanymi do spodenek pump. Jak już pisałam, mogę szyć je z zamkniętymi oczami, powstają u mnie taśmowo.

Wykrój to banał, bo mamy tylko przód i tył, krok, do tego ściągacze i koniec! W sumie jeszcze prostsze byłyby spódniczki, ale że nie mam dziewczynki, muszę się odrobinę bardziej "pomęczyć" ;)




pasiasty

pasiasty

A oto rzutem na taśmę (pomyślałam, że muszę jeszcze przed porodem), nowa koszulka dla Kosmy. Uszyta z dzianiny singiel, mało rozciągliwa, ze ściągaczem przy szyi, wg wykroju Ottobre 4/2014. Prosta w szyciu, efektowna zwłaszcza, jeśli wybierze się dzianinę we wzorek.
30 minut roboty i szyciowe ego mamy zaspokojone, uff, teraz już mogę rodzić ;)

Dzianinę zakupiłam bardzo okazyjnie, bo w cenie 7 zł (a wyjdzie mi z niej jeszcze jedna koszulka, tyle że z krótkim rękawem) w katowickim sklepie Wytwórnia z serca, który śmiało polecam.
Miłego dnia!




Jak to się stało, czyli lepiej później niż wcale :)

Jak to się stało, czyli lepiej później niż wcale :)

Nie wiem jak to się stało, że dotąd nie napisałam posta o moim pierwszym w życiu płaszczyku. Chyba dlatego, że to całkiem długa historia, do której napisania jakoś nie mogłam się zmusić.
Postaram się jednak zmieścić we w miarę krótkim poście i opisać tylko najważniejsze rzeczy.
Uszycie tego płaszcza było moim marzeniem gdzieś tak od ok 3 lat, kiedy pierwszy raz zobaczyłam go na kanale YT (aggi szyje). Jest to model 118 z Burdy nr 2/2012. W oryginale nazwany jest kurtką i uszyty z nic nie mówiącej mi tkaniny cupra, ale nie o tym. Płaszcz urzekł mnie od pierwszego wejrzenia i jak pisałam wcześniej, zapragnęłam go mieć. Zadzwoniłam nawet do krawcowej w sąsiedztwie z zapytaniem ile by takie cudo kosztowało (biorąc pod uwagę moje niezbyt wielkie umiejętności w szyciu ubrań, nie przypuszczałam, że dam radę uszyć go sama). Wycena mnie zmroziła (ok 300-400 zł od uszycia - bez kosztu materiałów, plus 3 miesiące czekania). Załamałam się i temat umarł.
Jakiś czas potem pomyślałam sobie, że tak łatwo się nie poddam i spróbuję jednak uszyć go sama.
Kupiłam cudowną wełnę, do tego wiskozową podszewkę, numer archiwalny tej Burdy właśnie i .... zapisałam się na nowy kurs szycia w mojej wsi :) Płaszcz szyłam właściwie w 2 ratach, ale najważniejsze, że mi się udało. Miałam kilka perturbacji i załamań nerwowych, ale ostatecznie jest i uważam, że jest wspaniały! Pięknie będzie prezentował się wiosną, z paskiem do wysokich butów, lub bez, rozpięty, z nonszalancko udrapowanym szalem i z butami na płaskim obcasie. Już nie mogę się doczekać kiedy w nim wyjdę, choć swą premierę już miał, ale nie była ona udana z racji ciążowego brzuszka. A oto on. Zużyłam ok 1,6 cm wełny, nieco mniej podszewki, 2 zatrzaski oraz wkład flizelinowy. Wełnę szyło się całkiem dobrze, podszewka to był mały dramat (moja pierwsza w życiu), wykończenie dołu też, ale wszystko do przejścia. Dumna z siebie i płaszcza kończę ten przydługawy post i pozdrawiam wszystkich szyjących :)






pierwszy bodziak

pierwszy bodziak

Oto mój pierwszy w życiu bodziak, który na długo zostanie w mej pamięci z racji nap :)
W sobotę kupiłam (jak się okazał dobrej jakości) dzianinę t-shirt w sklepie dresówka.pl, a do tego kawałek lamówki w kolorze miętowym, napownicę ręczną Prym i zatrzaski, w celu uszycia go. Paczka z zamówieniem przyszła do mnie wczoraj. Dziś przed południem zasiadłam do szycia i oto efekt. Żałuję że nie zrobiłam tutoriala, ale bałam się, że i tak nic z tego nie wyjdzie, może trochę niesłusznie :)
Korzystałam z wykroju na body z Ottobre, z numeru 4/2014 i do niego nie mam żadnych zastrzeżeń. Dzianina t-shirt, w bieli z czarnym wzorem też bardzo mi się spodobała i ze względu na sam wzór i na jakość. Gorzej z napami... Niestety napy Prym są tak mocne, że wyrywają się i czasem niszczą uszytek. Ja nabijałam je na dwie warstwy dzianiny, plus lamówka plus bardzo mocna flizelina a i tak mam wrażenie, że długo nie "pociągną"... Zobaczymy. 
Póki co, trochę żałuję zakupu tej napownicy (39 zł, plus 9 do nap plastikowych, a do tego 9 zł za napy), ponieważ obawiam się, że pójdzie w kąt, od kiedy dziś wyszperałam w internecie gotowe listy z nabitymi napami w cenie 4,5 zł za metr (!). Kupiłam trochę na próbę i będę mogła coś powiedzieć pewnie dopiero po świętach - zobaczymy.
Póki co, przedstawiam wspomniane body, rozmiar 56, w (baaaaa!) owieczki :)
Miłego dnia!

ps. jeśli macie jakieś tricki w szyciu i nabijaniu nap - będę bardzo wdzięczna, bo nie znalazłam zbyt wiele informacji sama...





żółte pieski dla...

żółte pieski dla...

Wpadam na szybkiego posta, bo właśnie uszyłam coś dla mieszkańca mojego brzucha. Rozmiar 60, choć i tak się w nich pewnie cały schowa...Do tego powstanie jeszcze czapeczka, ale skończę ją później.:Do uszycia wykorzystałam resztki dresówki w kremowym kolorze, którą ozdobiłam stemplami - żółtymi pieskami zrobionymi z ziemniaka. :)Zabawa przednia, suszyły się przez noc, rano zasiadłam do maszyny i myślę sobie, że wyszło to całkiem fajnie! Najtrudniej było mi z wszywaniem stópek, ale ogólnie było szybko i kreatywnie. 
Wykrój pochodzi z Ottobre, z nr 4/2011 roku, nazywa się "Sweet Feet" był dokładny i bardzo się sprawdził, więc mogę polecić :)

Pozdrawiam Was serdecznie!










z myślą o lecie :)

z myślą o lecie :)

Dziś pierwszy w moim dorobku szyciowym projekt pochodzący z Anny - moda na szycie nr 3/2015. Ten numer kupiłam dopiero niedawno na ich stronie, bo zawierał kilka interesujących mnie modeli. Wcześniej nie korzystałam z tej gazety, a więc mogę teraz wypowiedzieć się na temat tego jak się z Anną szyje.
Na pierwszy rzut oka proszę nie zrażać się zdjęciami, niestety są kiepskie, materiały z których uszyte są modele też nie powalają, za to kiedy już spojrzy się na kroje, trzeba przyznać, że jest dużo lepiej niż w Burdzie, bo są w większości klasyczne, bez udziwnień, takie jakich się głównie szuka i potrzebuje aby mieć w szafie :)
Szycie to już inna bajka. O ile arkusze w wykrojami uważam za średnio udane, (te z Burdy są bardziej przejrzyste) o tyle na duży plus zasługują opisy szycia wraz z obrazkami które znacznie ułatwiają i wyjaśniają cały proces.
Ogólnie szycie z Anną podsumowuję jako udane, przede mną kolejne modele, a póki co jestem zadowolona.
A teraz już wspomniana wcześniej tunika z lnu. Delikatna, cienka, zwiewna, będzie fajna na lato do dżinsów. Do przepasania jej użyłam zwykłego rzemyka który nadaje całości wygląd w stylu boho.
Póki co leży na mnie źle z racji brzucha, ale jest dość luźna i wygodna.
Miłego dnia!





internetowo-zimowe zakupy ubraniowe

internetowo-zimowe zakupy ubraniowe

Dziś o nowych tkaninach, które niedawno do mnie trafiły poprzez zakupy internetowe. Pierwszy raz kupiłam tkaniny ubraniowe przez internet, dotychczas zakupy tą droga dotyczyły jedynie bawełny, dresówki czy polaru minky, bo po prostu bałam się kupić coś "w ciemno".
Tkanin mam cztery, jedna jeszcze do mnie jedzie, więc nie ma jej na zdjęciu (wełniany flausz Grigio ze sklepu textilmar.pl).
Dwie z widocznych poniżej (flanela w kratę oraz kratka koszulowa) kupiłam w sklepie tkaniny.net, środkowa to zakup od tesma-tkaniny.pl).
Jak przebiegały same zakupy?
Jeśli chodzi o sklep tkaniny.net, nie jest on sklepem polskim. Oferuje za to tak szeroką gamę tkanin, że można oszaleć :) Ceny są też dość wysokie, choć ja stawiam na jakość. Mają też dość duże obniżki i właśnie z takiej skorzystałam. Na wstępie dostajemy też bonus na pierwsze zakupy, który też nieco pomaga, dużym minusem jest za to koszt wysyłki, ponieważ paczki idą z Niemiec, jej koszt to ponad 30 zł. Kiedy otrzymałam paczkę, a stało się to bardzo szybko, bo zaledwie 3 dni od zamówienia (tak, tylko 3 dni - dostawcy z Polski, proszę brać przykład!), byłam pozytywnie zaskoczona spakowaniem materiałów, a także tym, że każdy z nich posiadał nalepkę z dokładnym opisem, sposobem prania etc. Bardzo fajna rzecz, której nie zaoferował inny sklep. Dodatkowo w tym sklepie kupiłam też metalowe guziki w kształcie serc, którym nie mogłam się oprzeć, a które pokażę innym razem :)
Ogólnie sklep mogę polecić, z zastrzeżeniem cen (które jednak odpowiadają jakości, bo flanel jest jak marzenie, mięciutka, cudowna a krata to w większości żywa wełna). Pomysłem na obniżenie kosztów jest wysyłka zbiorowa, można np. umówić się z kimś mieszkającym niedaleko na wspólne zakupy i wyjdzie taniej.
Zakupy w tesma-tkaniny.pl odebrałam niestety dość negatywnie. Nie mam zastrzeżeń do samej tkaniny, jest cudowna. Tu również zależało mi na jakości, kupiłam u nich len z bawełną, w pięknym gatunku, oczywiście gniecie się, ale jest bardzo szlachetny, cienki jak mgiełka, z delikatną poświatą, po prostu cudowny. Zamówiłam 1,8 cm, bo chciałam uszyć sukienkę, niestety po otwarciu paczki okazało się, że dostałam moją tkaninę w dwóch kawałkach, po 1,5 metra i ok 0,60 cm. Rachunek który dostałam też nie zgadzał się z przelewem. Bardzo mnie to zdenerwowało, że nikt nie skontaktował się ze mną aby mnie poinformować o tym, że nie ma już wystarczającej ilości tej tkaniny, do dziś w sumie nie otrzymałam żadnego wyjaśnienia, widziałam tylko, że różnica w cenie została mi zwrócona na konto. Niesmak jednak pozostał, plany sukienkowe wzięły w łeb, uszyłam tylko tunikę a z tym krótkim kawałkiem nie wiem co robić... Będę musiała zostawić go na jakieś wstawki. Do sklepu raczej nie wrócę, bo bardzo mnie rozczarował.
Ostatnim zakupem jest sklep textilmar, ale póki co mogę powiedzieć tylko tyle, że kupiłam flausz w ramach promocji czarnego piątku. Wrażeniami ogólnymi podzielę się kiedy zamówienie już do mnie dotrze.
Znam dwa nastawienia do zakupów przez internet. Ja dotychczas uważałam, że póki nie dotknę, to nie kupię, podziwiałam osoby które bez problemu kupowały w "ciemno". Zmieniłam jednak zdanie, ale wydaje mi się, że ważne też gdzie te tkaniny kupujemy, czy można dokonać ewentualnego zwrotu etc. W przyszłości pewnie jeszcze nie raz się skuszę, tym czasem polecam Wam buszowanie w sieci, bo można wypatrzeć prawdziwe perełki (zwłaszcza na przecenach). Kupujcie, ale z głową!




Duma i uprzedzenie w wersji mini, czyli (prawie) klasyka regencji na XXI wiek :)

Duma i uprzedzenie w wersji mini, czyli (prawie) klasyka regencji na XXI wiek :)

Listopad powoli się kończy, a ja tymczasem wykończyłam wszystkie tkaniny zakupione w haulu jesiennym. Nie byłam ostatnio zbyt aktywna szyciowo i dziś postanowiłam to zmienić. Czuję, że mam coraz mniej siły (choć ochoty zawsze dużo) na szycie. Jest mi już ciężko kroić, czy przerysowywać wykroje, brzuch przeszkadza mi też w samym szyciu. Wieczorami zwykle padam (dosłownie) o 19h00 mimo, że nie dokonuję żadnych większych "wyczynów" w ciągu dnia, ale wiem, że tak już musi być :)
Tym czasem to co powstało dziś, to efekt mojego ostatniego zauroczenia kratą. Wełną zauroczyłam się po uszyciu sukienki z odkrytymi plecami o której pisałam wcześniej, tym razem chciałam czegoś jesiennego, ciepłego ale kraciastego. Udało mi się kupić tkaninę i praktycznie jeszcze tego samego dnia wzięłam się za krojenie. Dziś uszyłam tunikę. 

Wyszło mi coś w rodzaju sukni a la regencja, w wersji mini :) Do uszycia tuniki wykorzystałam sprawdzony model z Burdy 3/2016 nr modelu 104. Nie obyło się jednak bez moich zmian:
1. zmieniłam rękawy na bardziej bufiaste;
2. podłużyłam tunikę o 18 cm na całości;
3. rękawy wykończyłam podwinięciem z tunelem, do którego wciągnęłam gumkę;
4. uszyłam dość prowizoryczny pasek z resztek materiału, zobaczymy czy mi posłuży kiedy już nie będę miała brzuszka a mój drugi kochany urwis pojawi się na świecie :)
Brzegi obrzucałam na owerloku, szyłam na stebnówce. Sporo kłopotów miałam z dobraniem nici do owerloka, skończyło się na tym, że szyłam szpulkami do stebnówki, a każda była w innym kolorze bo i tkanina ma ich wbrew pozorom bardzo wiele (jest i ciemny i jasny beż, trochę szarości, bordo, a czasem przebija nawet czerń). Materiał kosztował mnie 32 zł, zużyłam 1,30 cm, o szerokości 150cm.

Te detale bardzo mi się podobają, mam nadzieję, że Wam też. Chętnie bym się pokazała w tej tunice, ale może nie będę Was straszyć :) Póki co mogę powiedzieć, że dobrze się w niej czuję mimo, że pewnie wyglądam jeszcze "obszerniej" ale co tam, najważniejsza jest wygoda!
Po raz kolejny mogę polecić ten model, bo wiele można z niego wycisnąć. Już się zastanawiam nad uszyciem go z bardzo cienkiego batystu, do noszenia na lato, ale jeszcze zobaczę :)
Życzę Wam słońca, uśmiechu i samych dobrych uszytków!








pantalony, kuloty, czy może reformy?

pantalony, kuloty, czy może reformy?

Jakoś tak wczoraj przeglądając stare Burdy, naszło mnie na te spodenki. Można je znaleźć w numerze specjalnym Szkoły Szycia 1/2014. Ponieważ niczego jeszcze z tego numeru nie uszyłam (choć plany oczywiście były wielkie) postanowiłam zabrać się do pracy.
Wieczorem, kiedy mój urwis już spał, zrobiłam wykrój i wycięłam formę tak, że na następny dzień przyszło mi tylko działać :) I tak oto są. Szyło się szybko i przyjemnie. 
W oryginale spodenki są uszyte z niebieskiego jedwabiu. Moje szorty są z bawełny w kropki i będę traktować je jak gacie do spania, wystarczy, że założę do nich prosty top na ramiączkach, (myślę o czarnym bądź pudrowo-różowym). Czegoś takiego zdecydowanie brakowało w mojej szafie więc bardzo się cieszę, że wykrój mi się sprawdził, bo wykorzystam go pewnie nie raz. 
Nie pamiętam ile materiału zużyłam, ale bardzo mało, do ozdoby uszyłam kokardkę, wszyłam też pętelki do powieszenia. 
Polecam z czystym sumieniem, są łatwe do uszycia i całkiem efektowne, ale wybaczcie, nie będę prezentować ich na sobie, może innym razem :)
Miłego dnia!







sukienka rocznicowa

sukienka rocznicowa

W pierwotnym zamierzeniu, miałam ją uszyć dopiero na zbliżające się święta, zapomniałam jednak, że w tym roku czeka nas jeszcze wcześniej pewne ważne wydarzenie - szafirowa rocznica ślubu moich rodziców. Jak zwykle pojawił się dylemat, w co się ubrać (a raczej w co zmieści się mój ciążowy brzuszek), ale po chwili przypomniałam sobie, że mam przecież wełnę kostiumową na sukienkę zimową (patrz wpis o haulu jesiennym), więc zabrałam się do pracy i oto co powstało.
Wykrój pochodzi z grudniowej Burdy, rocznika 2015, i jest to numer 109b. Zmodyfikowałam lekko zakładki sukienki, delikatnie też skróciłam dół. Szyło się bardzo przyjemnie, miałam wrażenie że materiał delikatnie się naddawał, co było dość pomocne. Sukienka jest bardzo obszerna i pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, z paskiem jednak prezentuje się wybornie (na mnie już trochę gorzej, ale za parę miesięcy na pewno będę w niej dumnie paradować ;)). Jest bardzo wygodna, lubię też te zakładki z przodu, a hitem są wygodne i nadające nieco sportowego stylu kieszenie. 
Na imprezę rodzinną założyłam do niej czarne, nieprześwitujące rajstopy, oraz czarne botki które widać na zdjęciu. Zdecydowanie najlepiej prezentuje się do butów na obcasach. Nie dodawałabym już do niej naszyjników czy dużych kolczyków, ale fajna byłaby do niej jakaś średniej wielkości bransoletka, ew ciekawy, duży pierścionek. Ja nie miałam nic i też było dobrze :)
Na manekinie trochę krzywo wisi, co zauważyłam dopiero teraz, na szczęście w rzeczywistości tak nie jest :)
Miłego dnia!








nie pierwszy, lecz ostatni (?)

nie pierwszy, lecz ostatni (?)

Dziś o koszulkach szytych przeze mnie w domu. Nie wiem jak to się dzieje, ale za każdym razem kiedy w sklepie dotykam jakiejś ciekawej dzianiny czy to bawełnianej, czy to wiskozowej na koszulkę, prosty t-shirt, mam w głowie cudowne wizje, obraz profesjonalnie uszytego, idealnego "dzieła", a w tym wszystkim szczęśliwa, dumna i blada JA przed lustrem, z zachwytem na twarzy.
Co więc co robię? Biorę. Kupuję około metra, bo przecież tyle wystarczy, jadę do domu i kiedy czas pozwoli zasiadam do maszyny i zaczynam. Wraz z pierwszymi szwami wizja robi się coraz bardziej mglista, potem zaczyna mnie przerastać, a potem to już jest równia pochyła... 
Kończę poddenerwowana z produktem który zawsze wygląda na... górę od piżamy. Dlaczego?!
Szyjąc dzisiejszą koszulkę, początkowo miałam skorzystać z innego wykroju, ostatecznie zdecydowałam się na formę bazową bluzki z Ottobre, wykończenia zrobiłam z popielatego ściągacza. Włożyłam koszulkę na siebie i co? Znowu jestem w górze od piżamy. Podłamałam się do tego stopnia, że przyrzekłam sobie dziś szczerze, nie szyć więcej koszulek i choć w sklepie będzie kusiło, nie ugnę się. Obraziłam się i koniec kropka. 
Napiszcie czy moja ocena jest obiektywna, czy przesadzam, bo sama tracę głowę...

ps. no właśnie, a może to przez te kropki? ;)




alternatywa dla szali...

alternatywa dla szali...

A oto komin, wełniany, z podszewką z dresówki. Uszyłam go z resztki tkaniny która została mi po płaszczyku o którym będzie innym razem. Komin szyje się łatwo i przyjemnie, zapina na zatrzaski. Przyszyłam do niego na ozdobę kawałek irchy który został mi po skróceniu zbyt długiego paska. 
Komin jest bardzo ciepły i można go nosić na wiele sposobów. 
Pozdrawiam!








Copyright © 2014 o szyciu i nie tylko , Blogger